Człowiek nie chomik?

Takie ogłoszenie znalazłam dziś na moim lokalnym fb:

Robisz remont lub porządki przedświąteczne? Masz meble, które wyszły z mody, ale są jeszcze w dobrym stanie? Planujesz przewietrzyć szafę? Zanim wyrzucisz na śmietnik, ogłoś się na portalach, gdzie inni chętni (czasem potrzebujący, a czasem poszukujący skarbów z minionej epoki) przyjmą to, co jest Tobie zbyteczne.

Niektórzy to już robią, młodsi. Warto naśladować. Sama inicjatywa jest wprawdzie nienowa, kiedyś wymieniało się niepotrzebnymi rzeczami na jarmarkach ulicznych, pogłębiając przy okazji sąsiedzkie relacje. Teraz skupiamy się tylko na rzeczach. Znak czasów. Dobre i to, ekologiczne.

Z drugiej strony trochę mnie przeraża ten proekologiczny materializm. Czuję się sprowadzona do roli kustosza w muzeum. Jak w horrorze widzę wszystkie rzeczy, które przytargałam do domu jak wiecznie głodne mojej uwagi monstra. Potem mi mija, i przychylam się po prostu do opinii Małego Księcia, że trzeba dbać o to, co się oswoiło. Czyli wybrało, kupiło, korzystało latami, latami dbało.

Ręka mi drży, gdy mam wyrzucić. „W sumie jeszcze ładne. Takie mało zniszczone. O, jaki dobry materiał.” Zamiast trzymać w szafie przydasie, lepiej puścić w świat. A szczególnie rzeczy, nad którymi ktoś bardzo się napracował. Albo dla zachowania myśli technicznej sprzed lat; stare młynki do kawy mielą najlepiej, i te szufladeczki! Więc „oddam w dobre ręce”.

Piszę i czuję, że to nie to. Owszem, nie wyrzucać, dawać drugie życie, wymieniać się… A może po prostu mniej kupować?