Potem. Jutro.

Prokrastynacja pRokrastynacja prOkrastynacja proKrastynacja prokRastynacja prokrAstynacja prokraStynacja prokrasTynacja prokrastYnacja prokrastyNacja prokrastynAcja prokrastynaCja prokrastynacJa prokrastynacjA
Prokrastynacja. Jeszcze do niedawna nie wiedziałam, że istnieje takie słowo. Kiedy je poznałam, nie wierzyłam, że owo zjawisko występuje w przyrodzie. Dzisiaj wiem, po 28 latach życia – że jest. To pewne. Kiedy ma się różne obowiązki zawodowe, dodatkowo jest się mamą małego dziecka, a zdrowie nie dopisuje w stu procentach – budzi się prokrastynacja. Przecież ten tekst można napisać jutro. Nic się nie stanie. A jutro powiedzieć sobie – świat się nie zawali, jak napiszę go za dwa dni. I tak każdego dnia, a w zasadzie dzień po dniu – prokrastynowałam. Aż nadeszła godzina zero. Jutro spotkanie, będą chcieli ode mnie tekst na co najmniej 2000 znaków, a ja co? Pustka w głowie, bo zdarzyło się tyle rzeczy, że nie wiadomo od czego zacząć. A jak już chcę zacząć, to nie wiadomo, które z tych wydarzeń jest najważniejsze. Czy mam kłopot z priorytetyzacją? A i owszem – w ostatnim czasie mam. Wszystko robię naraz. Z jakiego powodu? Bo wszystko ważne – najważniejsze!
Ale wracając do prokrastynacji. Kiedyś mi się to nie zdarzało. Jak było do wykonania zadanie – siadałam i robiłam, częstokroć zarywając noce, żeby klient był zadowolony, żeby kolegom pracowało się następnego dnia szybciej i łatwiej, a cofając się jeszcze do czasów studiów – żeby już było gotowe i żeby można było nadrabiać kolejne rzeczy. A dziś? Dziś odkładam niektóre zadania na później. Okazuje się, że je spriorytetyzowałam na te mniej ważne i na pewno niepilne. Ale czy zrobiłam dobrze? Przed chwilą skończyłam przygotowanie projektu dla klienta. Właśnie wybija 22.15 a ja piszę, bo przecież jutro ten dzień. I choć marzę o tym, żeby już przyłożyć głowę do poduszki – to prokrastynuję. Kiedyś to zrobię. Czy prokrastynacja jest aby aż tak zła?
Ach, gubię się już tych ocenach…