NVC. Słowa, słowa, słowa, słowa.

Echo z dna serca, nieuchwytne, woła mi: „Schwyć mnie, nim przepadnę, nim zblednę, stanę się błękitne, srebrzyste, przezroczyste, żadne!”
 Łowię je spiesznie jak motyla, nie, abym świat dziwnością zdumiał, lecz by się kształtem stała chwila i abyś, bracie, mnie zrozumiał.
 I niech wiersz, co ze strun się toczy, będzie, przybrawszy rytm i dźwięki, tak jasny jak spojrzenie w oczy i prosty jak podanie ręki.
Leopold Staff, Ars poetica

I okazuje się, że słowa nie są ważne. Ale po kolei.
Świadomość. Różne definicje, niejasne pojęcie, a przecież każdy intuicyjnie wie, o czym mowa. Spróbujmy uściślić: Świadomość – podstawowy i fundamentalny stan psychiczny, w którym jednostka zdaje sobie sprawę ze zjawisk wewnętrznych, takich jak własne procesy myślowe, oraz zjawisk zachodzących w środowisku zewnętrznym i jest w stanie reagować na nie (somatycznie lub autonomicznie).

NVC bazuje na świadomości, bez tej kompetencji nie da się dotrzeć do tego, co kryje się za słowami. To podstawowa trudność, ale i wartość metody NVC: warstwa słowna komunikatu jest tu tylko o tyle ważna, o ile da się z niej odczytać uczucia, a przede wszystkim potrzeby rozmówcy. To było dla mnie bardzo odkrywcze, że słowa mogą nie zawierać istotnej treści. Od młodości szlifuję swój język, by umiał powiedzieć to, co wymyśli głowa. I wreszcie zrozumienie, czemu mi się nie udawało: mowa służy nie tylko komunikacji, to narzędzie o wszechstronnym zastosowaniu. Kiedyś o tym napiszę, dziś skupię się na tym, co odkrywa NVC. Że za słowami stoją ludzkie potrzeby, polane sosem uczuć. Więc nie o lingwistykę tu chodzi, o precyzyjny dobór słów, ale o odczytywanie komunikatów ukrytych za słowami (coś jak z mową ciała).

Przyznaję, że w tym momencie lekko opadam z sił. Czy porozumienie w ogóle jest możliwe?  Nie tylko gdy jesteśmy spokojni i z lekkością sięgamy po NVC, ale też w emocjach, w sytuacjach trudnych, krańcowych i przy codziennym stresie? Otóż jest, a praktyka NVC daje nadzieję na porozumienie bez przemocy.

I tu wracamy do świadomości. W powyższej definicji zamieniłabym „jednostka zdaje sobie sprawę” na „jednostka obserwuje”. To świadomość pozwala nam przyjąć pozycję obserwatora-rozmówcy, który widzi całą sytuację komunikacyjną i symultanicznie tłumaczy treści na potrzeby i uczucia. Oczywiście to wymaga ćwiczeń, ale jest wykonalne.

Przykładowo, gdy matka wzywa dziecko do wyniesienia śmieci, a ono odpowiada „zaraz”, to stereotypowo ta odpowiedź jest rozumiana jako lekceważąca. Tymczasem to „zaraz” może wynikać z:

  • potrzeby snu,
  • ciszy i skupienia (dziecko kończy pisać wypracowanie),
  • przynależności (akurat pisze na czacie z koleżanką i czeka na jej wiadomość),
  • a jak dziecko jest już bardziej świadome, na przykład nastoletnie, to potrzeby szacunku,
  • dbania o swój komfort i przestrzeń życiową: dziecko komunikuje, że nie jest „na posyłki”.

„Fundamentem NVC jest taki sposób mówienia i umiejętność komunikowania się, które pozwalają nam zachować człowieczeństwo nawet w niesprzyjających okolicznościach.”[1]

A niesprzyjające okoliczności są stale i wszędzie.

Eckhart Tolle, współczesny świecki mistyk, mówi w tym kontekście o obecności. Świadoma Obecność to idealny stan rzeczywistości, poza oceną, bólem z przeszłości i lękami o przyszłość, poza interpretacją, pouczaniem, obarczaniem winą czy wstydem. To czyste, empatyczne słuchanie. Z uwagą skupioną tylko na tu i teraz, bo tylko to istnieje. Proste? Proste.

Jak się tak zastanowić, to naprawdę proste!

[1] Marshall B. Rosenberg, Porozumienie bez przemocy, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2016