O trenerze, który jeździł koleją….

Dorota w PKP

Ach tych wspomnień czar!

Wśród doświadczeń podróżniczych, które skrupulatnie gromadzę, jeżdżąc od kilku lat po Polsce dołączyło kolejne godne odnotowania.
Otóż w ubiegłym tygodniu pracowałam dla Klienta na Górnym Śląsku, a następnie postanowiłam przemieścić się do Wrocławia.
Zaplanowałam, iż udam się tam pociągiem z Katowic.
Do Katowic dotarłam na godzinę przed odjazdem. Nie znałam jeszcze tego dworca, więc trochę czasu zajęło mi znalezienie kas w jego wielopoziomowej strukturze. Wspięłam się na środkowy poziom z wielką walizą. Zdyszana Ustawiłam się w kolejce i wsłuchiwałam się w kolejne zapowiedzi odjazdów. Nieco zaskoczyło mnie to, iż głos informujący o nich, zawiadamia także o licznych zmianach godzin wyjazdów na poszczególnych trasach. Kiedy dobrnęłam do okienka kasowego, poprosiłam o bilet na pociąg, który uprzednio znalazłam na stronie internetowej PKP. Bilet pierwszej klasy na godzinę 16.34. Pani uprzejmie spytała, czy na pospieszny i sprzedała mi ów blankiet.

Zeszłam na poziom, z którego można się dostać na perony. Kolejne zdziwienie przeżyłam gdy zorientowałam się, że na rozkładzie jazdy na dworcu nie ma pociągu, który znalazłam na stronach PKP w Internecie. Poszukując wiadomości o nim dotarłam do kartki przyklejonej do ściany. Zawiadamiała ona o zmianach w ruchu pociągów. Niestety nie obejmowała już peronów, z których one odjeżdżają.
W związku z tym, zirytowana nieco udałam się: ja, moja waliza i torba w komputerem i materiałami na wyższy poziom dworca do informacji. Sapiąc ustawiłam się w kolejnym ogonku. Doczekawszy się swojej kolei, pokazawszy nabyty bilet, zapytałam, o której i z którego peronu odjeżdża mój pociąg. Pani udzieliła mi informacji, iż odjeżdża on o godzinie 16.34 z peronu 1. Odetchnąwszy z ulgą udałam się na najniższy poziom. Tum razem najpierw ciągnęła mnie moja waliza, później torba z materiałami na szkolenie i komputerem, a na końcu sfruwałam ze schodów ja, nieco wprawiając w popłoch innych oczekujących na swe pojazdy podróżnych.
Na najniższym poziomie rozejrzałam się poszukując peronu 1. Nie było to trudne! Zważywszy me dotychczasowe doświadczenia, fakt ten, uradował mnie niezmiernie.
Nieco zastanowiło mnie to, iż na tablicach świetlnych należących do tego peronu, pojawiły się informacje o dwóch pociągach odjeżdżających z pierwszego po godzinie 16.40, ale żaden z nich nie był mój. Rozejrzałam się w poszukiwaniu rozkładu jazdy , by sprawdzić te dane. Działanie to pozbawione skazane było jednak na porażkę, ponieważ poza karteczkami o zmianach w ruchu pociągów, nie dostrzegłam żadnych innych informacji. Nie miałam już siły ponownie pokonywać schodów w drodze do informacji. Postanowiłam zaryzykować i wspiąć się na wskazany przez Panią z informacji peron 1. Tym razem dysząc weszłyśmy: ja, moja walizka i torba z materiałami wraz z komputerem.
Ku mej radości po kilku minutach na tablicy świetlnej zniknął pociąg do (chyba) Lubani i pojawił się mój do Wrocławia. Odetchnęłam z ulgą, zwłaszcza, że po chwili zapowiedziano wjazd pociągu z Krakowa do Wrocławia.
Mój spokój nie trwał jednak długo . Na tor przy peronie 1 wtoczył się bowiem pojazd, który wcześnie obsługiwał pewnie połączenia podmiejskie (czerwone wagony, z intensywnym grafitti, plastikowymi siedzeniami, bez przedziałów, bark miejsca na bagaż, wyłącznie 2 klasa)…
Pomimo wątpliwości wsiadłam do wagonu: ja, moja walizka i torba z materiałami wraz z komputerem. Nie bardzo wiedziałam, gdzie ustawić mój rozliczny bagaż, za to udało mi się znaleźć miejsce siedzące  Co nie było proste, gdyż już tuż po mnie wsiadła kobieta, która przeprowadziła następujący dialog za moimi plecami:
– Przepraszam, czy tu wolne? (głos uprzejmy)
– Nie! (głos damski obojętny)
– Jak to? (głos zdziwiony)
– Tak. (głos damski obojętny)
– Ale przepraszam, czy nie za dużo zajętych miejsc jak na jeden bilet? (głos podirytowany)
Tu odwróciłam się i ujrzałam scenę rodzajową: 2 dwuosobowe siedzenia naprzeciw siebie, na jednym kobieta, obok niej torba, dalej biały pudelek, obok niego miseczka….
Wagon w napięciu śledził zdarzenie. Pani z pieskiem, odwróciła wzrok i zakończyła rozmowę. Pani szukająca miejsca wbiła się na miejsce naprzeciw mnie. Piesek zeskoczył z siedzenia i przespacerował się u naszych nóg.
Nie było komentarzy. Absurd zdarzenia chyba zaskoczył wszystkich.
Upewniłam się, czy znajduję się we właściwym pociągu. Otrzymałam odpowiedź od miłego mężczyzny siedzącego w rzędzie po drugiej stronie wagonu:
– Tak, Pani ale to masakra!
Rzeczywiście. Co do tego miałam się jeszcze przekonać. Pociąg ruszył bucząc i hucząc. Zupełnie jak w wierszu Tuwima.
Wkrótce zjawił się konduktor. Poprosił o bilety. Pierwsza osoba, która podała mu swój, usłyszała:
– Ale to nie jest bilet na ten pociąg!
– Jak to? Przecież mam miesięczny!!! Ciągle tym pociągiem jeżdżę?!?
– Ale teraz to nie jest bilet na ten pociąg.
– To mam zrobić?
– Kupić bilet, albo wysiąść.
Pani odmówiła zakupu. Zamilkła. Wysiadła wkrótce, bo mieszkała blisko.

Kolejną osobą była pasażerka, która przegrała w starciu o siedzenie z psem. Historia się powtórzyła. Pani zaprawiona w bojach dyskusyjnych nie dała się przekonać do nabycia biletu w pociągu. Przekonywała bowiem, iż kolej sprzedała jej ów miesięczny zaledwie 3 dni temu. Pan konduktor nie był zbyt waleczny i uległ z wdziękiem niewieście jadącej tylko 2 stacje.
Kiedy przyszła kolej na mnie dumnie wyciągnęłam bilet pierwszej klasy na pociąg pospieszny i dowiedziałam się, już bez zdziwienia, że:….
– To nie jest bilet na ten pociąg!
Nie przekonałam kolejarza moją historią zdobywania informacji na dworcu w Katowicach. Doradził mi jedynie, że mogę wysiąść z tegoż pojazdu na kolejnej stacji i poczekać aż przyjedzie jakiś pociąg pospieszny przewoźnika, którego bilet posiadam. Zapewnił mnie również, uśmiechając się życzliwie, że z pewnością niedługo jakiś będzie. Niektórzy pasażerowie zachęcali mnie również do tego ruchu, pewnie licząc na lekkie rozluźnienie w wagonie. Wszak wiele miejsca zajmowałam ja, moja walizka i torba z materiałami na szkolenie oraz komputerem.
Jednak zostałam nieugięta!
W związku z tym konduktor zaproponował mi, iż napisze na moim bilecie pierwszej klasy list do Pani w kasie we Wrocławiu. W ten sposób odzyskam niefortunnie wydatkowaną kwotę. Jednak u niego muszę kupić bilet na TEN POCIĄG. Co uczyniłam.
Pracownik kolei rozluźnił się nieco po trudnych rozmowach z pasażerami i poskarżył się nawet, iż po zmianie przewoźników pozostawiono im tylko takie bezprzedziałowe wagony wątpliwej jakości.
– Ale za to bilety mamy tańsze. – Pocieszył się rezolutnie i poszedł sprawdzać dalej.
Natomiast w naszym wagonie atmosfera zrobiła się radosna, ręcz familiarna. Przypomniały mi się lata 80-te. Zaczęły krążyć wesołe opowieści, komentarze, ciasteczka i uśmiechy. Sformułował się nawet patrol obywatelski, już przy wejściu instruujący pasażerów, jakie bilety powinni posiadać w naszym pociągu.
W wesołych nastrojach dotarliśmy do celu, a wysiadając, po raz pierwszy od niepamiętnych czasów zaznałam wsparcia od współpasażerów i z pociągu wyszłam swobodnie ja, za mną walizka w rękach bardzo miłego pana z sąsiedniego rzędu, a za nimi torba z komputerem i materiałami na szkolenie przytaszczona przez młodzieńca spod okna naprzeciwko.
Ot, tak trener jeździ koleją.

Kwiecień 2013

Dodaj komentarz