Porozumienie. Albo i nie.

Na wieży Babel

Któ­ra go­dzi­na? – Tak, je­stem szczę­śli­wa,
i brak mi tyl­ko dzwo­necz­ka u szyi,
któ­ry by brzę­czał nad tobą, gdy śpisz.
Więc nie sły­sza­łaś bu­rzy? Mu­rem tar­gnął wiatr,
wie­ża ziew­nę­ła jak lew, wiel­ką bra­mą
na skrzy­pią­cych za­wia­sach
. Jak to, za­po­mnia­łeś?
Miałam na so­bie zwy­kłą sza­rą suk­nię
spinaną na ra­mie­niu. – I na­tych­miast po­tem
nie­bo pę­kło w stu­bły­sku
. Jak­że mo­głam wejść,
prze­cież nie by­łeś sam. – Uj­rza­łem na­gle
ko­lo­ry sprzed ist­nie­nia wzro­ku
. – Szko­da,
że nie mo­żesz mi przy­rzec. – Masz słusz­ność,
wi­docz­nie to był sen.
– Dla­cze­go kła­miesz,
dla­cze­go mó­wisz do mnie jej imie­niem,
ko­chasz ją jesz­cze? O tak, chciał­bym,
że­byś zo­sta­ła ze mną
. – Nie mam żalu,
po­win­nam była do­my­ślić się tego.
Wciąż my­ślisz o nim? – Ależ ja nie pła­czę.
I to już wszyst­ko? – Ni­ko­go jak cie­bie.
Przy­naj­mniej je­steś szcze­ra. – Bądź spo­koj­ny,
wy­ja­dę z tego mia­sta. Bądź spo­koj­na,
odej­dę stąd
. – Masz ta­kie pięk­ne ręce.
To sta­re dzie­je, ostrze prze­szło
nie na­ru­sza­jąc ko­ści
. – Nie ma za co,
mój dro­gi, nie ma za co. – Nie wiem
i nie chcę wie­dzieć, któ­ra to go­dzi­na
.
Wisława Szymborska, Na wieży Babel z tomiku Sól, 1962

Poetka ma prawo przesadzać. Aż tak źle nie wyglądają nasze rozmowy.

Czyżby?

W NVC (Porozumienie bez przemocy wg Marshalla Rosenberga) przyjmuje się, że komunikowanie się to jedna z form realizowania naszych, wspólnych wszystkim, potrzeb. Choć więc potrzeby mamy wszyscy takie same, to już sposobami ich realizacji (strategiami) różnimy się diametralnie. I tu jest pies pogrzebany. Bo gdy jeden hołubi i latami obsypuje wybrankę kwiatami, by ta wreszcie odpowiedziała tak, zgadzając się tym samym na noc poślubną, inny zaczai się w ciemnym parku na przypadkową spacerowiczkę, by szybko i prawie bezkosztowo (nie licząc ewentualnych zadrapań i innych niewygód) tę samą potrzebę biologiczną zaspokoić.

Jak to się ma do komunikacji?

Filarem NVC jest twierdzenie, że potrzeby są podstawą wszystkich naszych działań, w tym komunikacji. Od lat ugruntowuję się w przekonaniu, że nasz poziom szczęścia i ogólnego zadowolenia z życia zależy od poziomu świadomości. Potrzeby istnieją oczywiście niezależnie od naszej świadomości, zaspakajamy je też często podświadomie/ nieświadomie. Odruchowo, rutynowo, mechanicznie. I dobrze, bo mimo sprawności naszego mózgu, nie jesteśmy w stanie ogarnąć uważnością wszystkiego, a automatyzacja nieźle nas wyręcza. I jest cudownie, póki zaspokojenie mojej potrzeby nie stoi w sprzeczności z potrzebą innego człowieka. Albo póki nie mogę ze względów niezależnych ode mnie zaspokoić moich potrzeb. Jeżeli w takich sytuacjach nadal pozostanę na poziomie bezświadomym, powstanie frustracja, konflikt i inne zło.

Wracając na wieżę Babel – niech podniesie rękę, kto choć raz nie przeżył sytuacji tak totalnego braku porozumienia, jak opisuje to Szymborska. Jak temu zapobiec? Trzeba zajrzeć, co stoi za słowami. A konkretnie jakie potrzeby powodują, że wybieramy te, a nie inne słowa. Żeby jednak zobaczyć potrzeby, trzeba najpierw popracować nad świadomością.

cdn

PS. Szukając wiersza w internetach, nigdzie nie trafiłam na właściwą, zaprezentowaną w tomiku (Wydawnictwo Znak, 2018) formę graficzną (kursywa i czcionka prosta). Szkoda, bo to ważne, poeci lubią zabawę formą. Zresztą nie chodzi o zabawę. Forma to pełnoprawny środek stylistyczny, E.E.Cummings potrafił dzielić wyrazy na litery, zapisując je w kolejnych linijkach, by uzyskać zamierzony efekt. Wracając do Szymborskiej i jej wieży – tu zastosowanie dwóch krojów pisma jest w oczywisty sposób niezbędne. Ale! Co ja się czepiam formy, skoro na połowie stron interpretujących wiersz bądź co bądź noblistki nie było wcale… wiersza. Po co, skoro taka fantastyczna interpretacja jest i każdy od razu zrozumie, o co wariatce-poetce chodziło. Albo raczej to, co chce mu wtłoczyć do głowy autor bryka.

Dodaj komentarz